Oliwia:
Promienie
słońca świeciły mi na twarz,więc się obudziłam.
Jak
co dzień Mario nie było!
Zaczynam
się martwić,co się z nim dzieje?!
Zeszłam
na dół zrobić śniadanie,ale kogo tam zastałam?
MOJEGO
NARZECZONEGO!
Szlak
mnie trafia!
-Panie
Goetze na spowiedzi był?
-Nie?A
co misiu?-spytał,jak zawsze mówił do nie misiu,kocie...
-Boję
się o Ciebie!Cały czas jak się budzę nie widzę Cię.
-Śniadanie
samo się nie zrobi!
-Mam
rączki i nóżki,kaleką nie jestem!
-A
ja o Ciebie dbam i co zabronisz mi?!
No
i znowu wyskoczył z tekstem,nie mogę mu się odgryźć.
-Będziesz
coś chciał!
-A
zobaczysz!
Resztę
dnia się nie odzywaliśmy do siebie.
Czyżby
ciche dni będą?
Mario:
No
i co ciche dni będą?
Ja
chcę o nią dbać,troszczyć się a ona co?!
-Oli...-zacząłem
-Co
chcesz?
-Bo
wiesz ja się za Tobą stęskniłem i..
-Hmmm...
-No
bo ten no może jakiś film?
-Niech
będzie.
Zaczęliśmy
oglądać komedię romantyczną.
Oczywiście
popcorn się skończył...nie ma komu iść!
-Oli,popcorn
się skończył.
-To
idź!
-No
proszę...
-Nie,zamknij
się i mnie pocałuj no!-zrobiłem to co kazała
No
i co chwilę był bardziej zachłanny.
-Brakowało
ci co?
-Niee...
-Jak
nie?Sama kazałaś!
-No
dobra...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz