Oliwia:
08.01.2014r.
Leżałam na łóżku spoglądając w okno. Zastanawiałam się czy to naprawdę.
Dzisiaj spełnię moje największe marzenia. Nagle do mojego pokoju wparował
Wojtuś. Wskoczył mi na łóżka,a ja postanowiłam udawać,że śpię aby
Włodiemu zrobiło się przykro i zrobił tą słodką minkę.
-Oliwcia!!! Bejbe!!-krzyczał-Boże!! Matko Boska Rzeszowska!! Igła ona nie żyje!!!!
-Co?! Jak?! Oli?!-słyszałam jak Krzyś biegnie-Nie rób tego!!! Wojtek debilu co ty zrobiłeś?!
-Głupki moje...przestaniecie ja tu wypoczywam przed...-ugryzłam się w język
nie wiedziałam jak zareagują
-Przed? Słońce! Na spowiedź do Igły!! Na dole za 5 minut-wyszedł z pokoju
Co ja narobiłam?! Oni będą płakać szczególnie Wojtuś. Mój przyjaciel od piaskownicy.
No cóż...nałożyłam kapcie i zeszłam na dół.
-Kochaniutka,gadaj gdzie wyjeżdżasz?
-Do Włoch.
-Do faceta i zostawiasz nas tu?-spytał Włodi robiąc tą słodką minkę
-Nie dla faceta,poczekajcie zaraz wam coś pokaże-poszłam na górę i wyciągnęłam z torby koszulkę z numerem 16
Zeszłam na dół do chłopaków.
-No i masz!-rozłożyłam i ich oczom ukazała się koszulka
-AAAAAAAAAA!!!!! OLIWCIA KOCHAM CIĘ MOJE BEJBE!!!!-Krzysiu dostał ataku "padaczki"
-Wiedziałam,wiedziałam...
-Gust to ty masz co do koszulek!-krzyknął Igła-Ubierajta się i na lotnisko przecież taka koszulka nie może się zmarnować...
-Ignaczak...-pokiwał palcem Wojtek-uważaj bo Kubiaczysko się wścieknie jak
ją porwiesz
-Pffff...Misiek się niech schowa! Moja Oli!
-Wojtka!
-Igły!
Jak chłopaki się kłócili postanowiłam pójść ubrać się i wyruszyć na lotnisko.
Zamówiłam taksówkę, zeszłam po schodach. Zostawiłam chłopakom kartkę,aby
się o mnie nie martwili.
Mario:
Wstałem rano niechętnie. To był mój najgorszy dzień.
-Marian CIOTO!!! Wstawaj,bo jedziemy do Mediolanu.
Jak to "my"?! O czymś nie wiem?!
-Mamo...Feli jedzie ze mną?-spytałem
-Tak,bo tata pojechał w delegację,a ja muszę jechać do babci-odpowiedziała
-Nie możesz go zabrać?-spytałem zniechęcony
-Mario...ile razy mam powtarzać?
-Rudzielcu...jadę z Tobą!! Pomogę Tobie wyrwać panienki.
Udałem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Jak zwykle Felix nabroi.
-Zginiesz PIERDOŁO!!
-Mario! Jak ty do brata się odzywasz?!-krzyknęła mama z kuchni
-On mnie od rudzielca wyzywa.
Zły wyszedłem spod prysznica. Ubrałem się w koszulę i dżinsy. Ułożyłem
włosy i zszedłem na dół zjeść śniadanie. Po skończonym posiłku ściągnąłem torby
na dół i wsadziłem do bagażnika wcześniej zamówionej taksówki.
-Pa Mamo!-przytuliłem się do niej-Nie płacz!
-Dobra,jedźcie bo się bardziej popłacze. Opiekuj się bratem.
-Pa Mamusiu!
-Feli słuchaj się Mario i pilnuj go aby nie zrobił głupstwa.
-Jestem duży!
-Dla mnie zawsze będziesz małym chłopcem.
Wsiedliśmy do taksówki i udaliśmy się na lotnisko.
---------------------------------------------
---------------------------------
-------------
No i jest pierwszy :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz