Oliwia:
11.01.14r.
Gdy
się obudziłam,czułam,ktoś się do mnie przytula.
Okazało
się,że to był Mario.Wyśliznęłam się z jego silnych mięśni
i
udałam się do kuchni zrobić nam śniadanie.
Przyszykowałam
kanapki,po chwili ktoś zadzwonił do drzwi.
Był
to Felix.
-Nooo
dzień dobry!!-krzyknął
-Cześć,nie
tak głośno-skarciłam go,ale chwilę później Mario zszedł do
nas.
-Zostawiłeś
go samego?!-krzyknęłam ze złością
-Nieee?
Felix został z nianią...-odpowiedział
-Umów
się tą nianią,bo widzę,że-Mario "przytkał" mu buzię
-Nie
wnikam.Bożeee!Matko
boska rzeszowska!
Co
to za piękne kwiaty?!
-Wiesz...braciszek
chciał przeprosić za to całe zajście i
kwiatki
kupił!
Pocałowałam
najstarszego z braci tutaj w policzek.Zauważyłam,że się
zarumienił.
-Jeść
śniadanie,bo ja na trening ty Mario też,a Felix idzie
ze
mną.
-Popatrzę
jak gra najlepsza atakująca.
-Się
wie!
Ubrałam
się i wszyscy trzej wyszliśmy z domu.
Mario:
Pojechałem
na trening. Wcześniej odwiozłem Oli i Feliego pod halę. Chwilę
później udałem się w stronę Mediolanu. Poszłem do szatni i
przebrałem się. Trener zawołał nas i zaczęliśmy trening. Po
trzech godzinach zadzwonił do mnie Marco.
-Grubasku
mój witaj.
-Siema
blondasie!
-Gdzie
ty do cholery jest?! Czekamy z chłopakami na Ciebie.
-Chłopaki
za pół godziny będę.
-Jak
nie to w morde!
Pojechałem
do domu. Zobaczyłem....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz