wtorek, 10 czerwca 2014

Szósty


Oliwia:



11.01.14r.

Gdy się obudziłam,czułam,ktoś się do mnie przytula.

Okazało się,że to był Mario.Wyśliznęłam się z jego silnych mięśni

i udałam się do kuchni zrobić nam śniadanie.

Przyszykowałam kanapki,po chwili ktoś zadzwonił do drzwi.

Był to Felix.

-Nooo dzień dobry!!-krzyknął

-Cześć,nie tak głośno-skarciłam go,ale chwilę później Mario zszedł do nas.

-Zostawiłeś go samego?!-krzyknęłam ze złością

-Nieee? Felix został z nianią...-odpowiedział

-Umów się tą nianią,bo widzę,że-Mario "przytkał" mu buzię

-Nie wnikam.Bożeee!Matko boska rzeszowska!

Co to za piękne kwiaty?!

-Wiesz...braciszek chciał przeprosić za to całe zajście i

kwiatki kupił!

Pocałowałam najstarszego z braci tutaj w policzek.Zauważyłam,że się zarumienił.

-Jeść śniadanie,bo ja na trening ty Mario też,a Felix idzie

ze mną.

-Popatrzę jak gra najlepsza atakująca.

-Się wie!

Ubrałam się i wszyscy trzej wyszliśmy z domu.



Mario:



Pojechałem na trening. Wcześniej odwiozłem Oli i Feliego pod halę. Chwilę później udałem się w stronę Mediolanu. Poszłem do szatni i przebrałem się. Trener zawołał nas i zaczęliśmy trening. Po trzech godzinach zadzwonił do mnie Marco.

-Grubasku mój witaj.

-Siema blondasie!

-Gdzie ty do cholery jest?! Czekamy z chłopakami na Ciebie.

-Chłopaki za pół godziny będę.

-Jak nie to w morde!

Pojechałem do domu. Zobaczyłem....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz